Tag: zabrze

Adresy Warszawskiej Fabryki Pomp – na Grochowskiej


Na Grochowskiej


18 lipca 1918 roku, dziesięć lat po utworzeniu Towarzystwa Komandytowego Zakładów
Mechanicznych Brandel, Witoszyński i S-ka, uroczyście oddano do użytku halę produkcyjną
o powierzchni 630 metrów kwadratowych przy Grochowskiej. Z tej okazji wykonano pa-
miątkowe tableau z portretami piętnastu osób.

Grochowska 333. W tym domu, naprzeciwko fabryki Twardowskiego, mieszkał Władysław
Smolak. Dwa z nich wielkością wyróżniają się od pozostałych.
To podobizny Stefana Twardowskiego i jego pierwszej żony Jadwigi z domu Radzimińskiej,
córki zarządców domu przy ulicy Pańskiej, w którym rodzice Stefana Twardowskiego
wynajmowali mieszkanie.


W najwyższym rzędzie na tableau, poza małżeństwem Twardowskich, umieszczono
najwyższych rangą pracowników fabryki, między innymi technika Kazimierza Kosiniewicza
i buchaltera Zygfryda Bojanowskiego. W środkowym rzędzie znalazły się portrety pięciu
ważnych pracowników fabryki, w tym majstra Józefa Zienkiewicza, tokarza Józefa Bielawskiego, ślusarza Wincentego Piotrowskiego i ślusarza Andrzeja Dąbrowskiego. W dolnym rzędzie ulokowano cztery portrety osób zajmujących najniższe miejsce w hierarchii fabryki, w tym Anny Smolakowej, Jana Drzazgi i Wacława Babkowskiego.

Wdowa Anna Smolakowa wraz z trojgiem dzieci zajmowała jedną izbę z wnęką kuchenną
w przybudówce położonej na kupionej przez Twardowskiego działce. Pracowała jako robotnica od 1917 roku. W fabryce Twardowskiego znalazło się miejsce dla jej dwóch synów. Stefan Smolak przyuczył się do zawodu tokarza, zaś Władysław Smolak został strugaczem i frezerem. Po upaństwowieniu pracował w Warszawskiej Fabryce Pomp. Wiele lat mieszkał
przy Grochowskiej 333, naprzeciwko fabryki i był gotów przybiec do pracy na każde wezwanie. Jan Drzazga od 1918 do 1946 roku był stróżem nocnym w fabryce. Mieszkał blisko
i pilnował fabryki w czasie działań wojennych na Pradze we wrześniu 1939 roku, gdy zakład
opuścili pracownicy i właściciel. Wacław Babkowski przeszedł do historii jako obdarzony
fenomenalną pamięcią i potrafiący świetnie organizować swoją pracę magazynier (opowiada o nim w swoim wspomnieniu Sulimir Żuk). Piotrowscy, Smolakowie, Kosiniewiczowie,
a także Twardowscy dali początek tradycji pracy w fabryce członków tej samej rodziny. Ta tradycja przetrwała do dziś w Grupie Powen-Wafapomp SA.


W 1922 roku zaczął pracę na tokarce Maksymilian Gross. W 1939 roku do zakładu
przyszedł jego syn — Edmund Gross, także tokarz, który w Warszawskiej Fabryce Pomp
jako pierwszy uzyskał stempel samokontroli. W 1923 roku, po skończeniu szkoły zawodowej,
podjął pracę u Twardowskiego ślusarz Józef Krasnodębski, który przeszedł na emeryturę
z Warszawskiej Fabryki Pomp w 1972 roku. W WFP od 1952 roku, także jako ślusarz,
pracował jego syn Edward Krasnodębski. Monterem na wydziale montażu w Grupie
Powen-Wafapomp jest najmłodszy, urodzony w 1952 roku, syn Józefa Krasnodębskiego —
Ryszard Krasnodębski.

W fabryce pracowali także członkowie rodziny właściciela. Jego młodszy brat, technik,
Stanisław Twardowski od 1920 roku do upaństwowienia odpowiadał za akwizycję.
W fabryce pracowali obydwaj synowie Stefana Twardowskiego. Inżynier Tadeusz Twardowski, absolwent Politechniki Warszawskiej, podjął pracę etatową u ojca 1 stycznia 1939 roku. W związku z wojną został zmobilizowany. Wzięty do niewoli przez wojska radzieckie zginął w Katyniu. Inżynier Wacław Twardowski, absolwent Politechniki Lwowskiej, zaczął pracę u ojca w 1937 roku i odszedł z fabryki po przejęciu kontroli nad nią przez państwo. Synowie właściciela kierowali pracami nad turbinami parowymi. Przez wiele lat kierownikiem produkcji przy Grochowskiej był technik Stanisław Kruś, mąż jednej z sióstr Stefana Twardowskiego, który rozpoczął pracę w 1922 roku. Zmobilizowany w 1939 roku dostał się do niewoli, z której wrócił w 1940 roku. Podjął ponownie pracę u szwagra. Zmarł w 1949 roku.

Choć grupę rozruchową nowego zakładu przy Grochowskiej stanowili pracownicy, którzy
przeszli z Aleksandrowskiej, to w pierwszych dziesięciu latach od przejęcia firmy przez Stefana Twardowskiego ukształtowała się nowa załoga. W tym okresie przyjęto do pracy wielu wybitnych fachowców.

Przełomowym wydarzeniem dla fabryki okazało się przyjście w listopadzie 1920 roku
dwudziestosiedmioletniego wówczas Szczepana Łazarkiewicza, genialnego konstruktora-samouka. W 1915 roku został on ewakuowany razem z fabryką Bormanna, w której pracował, do Moskwy. Potem los rzucił go do Kijowa. Po powrocie do Warszawy zamieszkał na Targowej, skąd miał blisko do fabryki Twardowskiego. Po kilkukrotnej zmianie mieszkania osiadł na długie lata w dwóch pokojach z kuchnią przy Sprzecznej 8.


 

Szczepan Łazarkiewicz, najwybitniejszy polski konstruktor pomp wirowych

Szczepan Łazarkiewicz, najwybitniejszy polski konstruktor pomp wirowych


Już po dwóch latach pracy w fabryce Twardowskiego Szczepan Łazarkiewicz został głównym konstruktorem. Pozostawał na tym stanowisku przez 41 lat. Odszedł z niego w 1963 roku, w wieku 70 lat. Do końca 1965 roku zachował jeszcze etat głównego specjalisty do spraw konstrukcji pomp i pokój w biurowcu przy Odlewniczej.

Przez czterdzieści lat ze Szczepanem Łazarkiewiczem był związany Stanisław Kijewski, przyjęty do pracy w fabryce Twardowskiego w 1922 roku. Zanim trafił do biura konstrukcyjnego, przez krótki czas był ślusarzem. Skończył szkołę średnią, a później uzyskał tytuł inżyniera. Przeszedł na emeryturę w połowie 1963 roku ze stanowiska zastępcy głównego konstruktora i swego wieloletniego patrona — Szczepana Łazarkiewicza.

Józef Raczko przyszedł do fabryki w wieku czternastu lat. Przez kilka miesięcy był chłopcem
na posyłki, a potem Twardowski przyjął go na trzyletnią praktykę tokarską. W 1923 roku
Raczko uzyskał tytuł czeladnika i mógł samodzielnie obsługiwać tokarkę. W Warszawskiej
Fabryce Pomp otrzymał etat starszego mistrza. Przeszedł na emeryturę w 1970 roku, zachowując do 1972 roku pół etatu jako inspektor pracy. Józef Raczko był drugim, po Henryku Monarskim, pracownikiem fabryki odznaczonym Orderem Sztandaru Pracy.


 

Józef Raczko pamiętał wszystkich pracowników fabryki Twardowskiego.

Józef Raczko pamiętał wszystkich pracowników fabryki Twardowskiego.


W 1920 roku rozpoczął pracę na Grochowskiej ślusarz Edward Czerwiński, działacz socjalistyczny zesłany za udział w rewolucji 1905 roku na Syberię. Czerwiński kierował montażem nowoczesnych obrabiarek, które znacznie wzmocniły park maszynowy fabryki, urządził narzędziownię. Dotrwał do sześćdziesięciolecia istnienia zakładu. Z tej okazji, w 1958 roku, otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Inną osobą skazaną na zesłanie za udział w rewolucji 1905 roku był ślusarz Zygmunt Raimers (takie nazwisko widnieje na liście pracowników WFP, na liście Twardowskiego zapisano je inaczej — Rejmers). Zaczął pracę w 1922 roku. Wykonał konstrukcję i dokonał montażu ręcznej suwnicy. Z racji poglądów nazywano go „Trockim”. Pracował do 1952 roku.

W fabryce Twardowskiego wyróżniał się tokarz Bronisław Perkowski, który rozpoczął
pracę w 1923 roku i pracował jeszcze w nowym zakładzie przy Odlewniczej. Przeszedł
na emeryturę w 1966 roku.


 

Od lewej: Bronisław Perkowski i Józef Krasnodębski

Od lewej: Bronisław Perkowski i Józef Krasnodębski


Najzdolniejszym tokarzem Twardowskiego był Bonifacy Stolarkiewicz, który zaczął pracować w 1919 roku. To jemu Stefan Twardowski powierzył kupioną w 1928 roku na Targach Lipskich nowoczesnę tokarkę „Berynger”. Po wojnie znany z radykalnie lewicowych poglądów tokarz odszedł z fabryki i pomagał w umacnianiu nowej władzy.

Od 1919 roku (zgodnie z księgą pracowników Twardowskiego) pracował w zakładzie przy Grochowskiej tokarz Henryk Stanisławski. W czasie okupacji uczył pracy na tokarce Stanisława Monarskiego (Mondszajna), syna Henryka Monarskiego. Henryk Stanisławski odszedł na emeryturę z Warszawskiej Fabryki Pomp. Najstarszym wiekiem spośród tokarzy był pracujący u Twardowskiego od 1920 roku Teofil Fernik. Także od 1920 roku pracował (do śmierci w 1949 roku) kowal Ignacy Złotkowski.

Do wyróżniających się ślusarzy Twardowskiego należał Wojciech Zalewski. Rozpoczął
pracę u Twardowskiego w 1921 roku, a odszedł na emeryturę z Warszawskiej Fabryki Pomp
w 1958 roku. W 1925 roku przy Grochowskiej zaczynał pracę Feliks Jaśkiewicz, który przed wojną kierował modelarnią. Po wojnie został przewodniczącym Komitetu Fabrycznego,
a w 1946 roku wybrano go na przewodniczącego pierwszej Rady Zakładowej. Feliks
Jaśkiewicz przeszedł jeszcze na Odlewniczą. Odszedł na emeryturę ze stanowiska starszego
mistrza modelarni.


 

Sprzeczna 8. Kamienica, w której mieszkał Szczepan Łazarkiewicz.

Sprzeczna 8. Kamienica, w której mieszkał Szczepan Łazarkiewicz.


Do znanych i cenionych pracowników na Grochowskiej należał traser, uczestnik Powstania Warszawskiego, Aleksander Karczewski. Po upaństwowieniu był przez krótki czas dyrektorem, a potem przez wiele lat przewodniczył zakładowej organizacji związkowej.

Stefan Twardowski, kupując w 1917 roku działkę przy Grochowskiej, nie mógł przypuszczać, że znajdzie się ona w samym centrum nowoczesnego ośrodka przemysłowego, który w okresie międzywojennym uzyskał nazwę Kamionka Fabrycznego. Tu wówczas znajdowało się największe skupisko praskiego przemysłu.


Już w XI wieku była tu wieś Kamion (nazwa Kamionek pojawiła się w 1795 roku). Na tutejszych polach dokonano w 1573 roku pierwszej wolnej elekcji. Na króla Polski wybrano Henryka Walezego i uchwalono pierwsze pacta conventa, czyli zobowiązania nowo wybranego króla. Po trwającej tydzień elekcji szlachta wróciła po wybudowanym w tym samym roku drewnianym moście na Wiśle do Warszawy. Ten most, podobnie jak Kamion, spalili Szwedzi w 1656 roku. W 1733 roku na polach Kamiona wybrano jeszcze jednego króla — Augusta III. W 1781 roku Stanisław August Poniatowski założył miasto Kamion, które przed insurekcją kościuszkowską liczyło około sześćdziesięciu domów. W 1794 roku Kamion spaliła armia Suworowa, mordując jego mieszkańców. Ofiary potopu szwedzkiego i rzezi Pragi, poległych uczestników insurekcji kościuszkowskiej, w tym generałów Tadeusza Korsaka i Jakuba Jasińskiego pochowano na cmentarzu obok tutejszego kościoła parafialnego. Sam kościół zburzyły w czasie robót fortyfikacyjnych wojska napoleońskie. Na Cmentarzu Kamionkowskim pochowano jeszcze uczestników bitwy pod Olszynką Grochowską. Cmentarz zamknięto w 1887 roku — jego rolę przejął Cmentarz Bródnowski.


 

13 sierpnia 1920 roku na terenie starego  cmentarza na Kamionku modlił się wraz z żołnierzami przed wymarszem do Ossowa ksiądz Ignacy Skorupka. Cztery lata później okoliczni mieszkańcy utworzyli Komisję Budowy Kościoła jako wotum za zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej. Budowę kościoła Matki Boskiej Zwycięskiej finansował między innymi Stefan Twardowski. Do tej świątyni chodził Szczepan Łazarkiewicz, którego w czasie śpiewu wyróżniał czysty wysoki baryton. Od 1992 roku kościół na Kamionku jest konkatedrą Diecezji Warszawsko-Praskiej (drugim co do znaczenia po bazylice katedralnej świętego Floriana Męczennika i świętego Michała Archanioła). Pamięć o burzliwej, tragicznej historii przetrwała w pieśni, którą śpiewają wierni: Matko Zwycięska z Kamionka,/ Oliwną podnieś gałązkę./ Od nowych wojen, potopów/ Warszawę obroń i Polskę.


 

Pracownicy przyjęci do pracy przed wojną w fabryce Twardowskiego, którzy pracowali później w Warszawskiej Fabryce Pomp

Pracownicy przyjęci do pracy przed wojną w fabryce Twardowskiego, którzy pracowali później w Warszawskiej Fabryce Pomp.


Pierwsze niewielkie zakłady przemysłowe na Kamionku powstały po zbudowaniu
w latach 20. XIX wieku drogi brzeskiej. Były wśród nich zakłady tkackie, tytoniowe, fabryki
świec, mydła, zapałek, browar i farbiarnia. W 1889 roku liczący około półtora tysiąca mieszkańców Kamionek przyłączono do Warszawy. Sąsiedztwo rozbudowanego węzła kolejowego z Dworcem Terespolskim (Wschodnim), wolne tereny budowlane oraz bliskość
dwóch mostów: Kierbedzia i oddanego do użytku w 1914 roku Mostu Poniatowskiego
sprzyjały rozwojowi. Od 1901 roku kursowała Grochowską (ta nazwa ulicy pojawiła się
w 1919 roku, wcześniej nazywała się ona Traktem Moskiewskim, a jeszcze wcześniej — do
1905 roku — Traktem Brzeskim) Jabłonowska Kolej Wąskotorowa. W 1925 roku obok niej uruchomiono pierwszą linię tramwajową przebiegającą przez Grochowską — tramwaj linii
24 kursował od Placu Trzech Krzyży przez Most Poniatowskiego, Zieleniecką, Grochowską do Gocławka. W 1933 roku z Gocławka, Grochowską, Targową, przez Most Kierbedzia do Placu Krasińskich wyruszył tramwaj linii 23. Od 1935 roku na Grochowskiej były już dwa tory tramwajowe, które wyeliminowały kłopotliwe „mijanki”. Pierwsze duże fabryki na Kamionku powstały jeszcze w XIX wieku. Wtedy przy Kamionkowskiej rozpoczęło działalność Towarzystwo Akcyjne Fabryki Wstążek Gumowych i Tasiem Jaeger i Ziegler. Przy Mińskiej otwarto Towarzystwo Akcyjne Lnianej i Jutowej Manufaktury. W 1920 roku teren tej fabryki
uroczyście — w obecności Józefa Piłsudskiego — przejęły Zakłady Amunicyjne „Pocisk”,
w których produkowano kilkanaście rodzajów amunicji artyleryjskiej i kilka rodzajów amunicji
karabinowej. Pracowało w nich czterysta pięćdziesiąt osób. „Pocisk” został zniszczony
w czasie bombardowania we wrześniu 1939 roku. Po wojnie na terenie dawnego „Pocisku”
zbudowano Warszawską Fabrykę Motocykli, w której poza motocyklami w latach
1959-1965 wyprodukowano około 25 tysięcy skuterów „Osa”. W 1965 toku obiekty WFM
przejęły Polskie Zakłady Optyczne.


 

Grochowska 365. Konkatedra Matki Boskiej Zwycięskiej w Warszawie, popularny kościół na Kamionku, którego fundatorem był między innymi Stefan Twardowski

Grochowska 365. Konkatedra Matki Boskiej Zwycięskiej w Warszawie, popularny kościół na Kamionku, którego fundatorem był między innymi Stefan Twardowski.


W końcu XIX wieku przy Gocławskiej 7-11 powstała fabryka Berlińskiego Towarzystwa Akcyjnego, która od 1928 roku nosiła nazwę Warszawsko-Ryskiej Fabryki Wyrobów Gumowych „Rygawar”. W czasie wojny Stefan Twardowski załatwił swoim pracownikom zupy przygotowywane w „Rygawarze”. „Rygawar” dostarczał fabryce Twardowskiego energię elektryczną przed uruchomieniem zniszczonej w czasie działań wojennych Elektrowni Warszawskiej. Po wojnie zakład znacjonalizowano i zmieniono jego nazwę na Warszawskie Zakłady Przemysłu Gumowego „Stomil”. Zabudowania fabryki wraz z kominem, który przeszło sto lat górował nad okolicą, zburzono w 2006 roku.

Kupiona w 1917 roku przez Stefana Twardowskiego działka przylegała do Fabryki Tabakierek i Wyrobów z Papier Mache Silberbauma przy Grochowskiej 35 (316 po zmianie numeracji). Pracował w niej — jako portier — ojciec Józefa Raczki. W 1926 roku teren fabryki Silberbauma odkupiła Fabryka Aparatów Optycznych i Precyzyjnych H. Kolberg i S-ka założona w 1921 roku z inicjatywy Henryka Kolberga. Miała ona uratować prowadzoną przez niego od 1899 roku Fabrykę Aparatów Optycznych, która została pozbawiona rosyjskiego rynku zbytu. Dzięki zawartemu kontraktowi na dostawy dla armii tysiąca lornetek firma mogła się szybko rozwinąć, uruchamiając produkcję na Grochowskiej. Kryzys światowy osłabił polskich przedsiębiorców — kontrolę nad spółką przejęli francuscy udziałowcy, którzy w 1931 roku zmienili nazwę fabryki na Polskie Zakłady Optyczne. Przed wojną fabryka zatrudniała osiemset osób. Poza produkcją cywilną (między innymi mikroskopów)PZO były głównym polskim producentem zaopatrującym armię w przyrządy celowniczo-optyczne: kątomierze panoramiczne, gniazdka i wtyczki do celowników, lornetki, lunety celownicze, celowniki do bombardowania, peryskopy itp. W latach 30. słynącą z nowoczesnej produkcji, nagradzaną na międzynarodowych wystawach fabrykę kilkakrotnie odwiedzał prezydent Ignacy Mościcki. W czasie okupacji kontrolę nad PZO przejęły niemieckie zakłady Zeiss. W 1944 roku — przed wycofaniem się z Pragi — Niemcy wywieźli z PZO urządzenia, a fabrykę wysadzili. Fragmenty walącego się muru PZO uszkodziły Biuro Konstrukcyjne Zakładów Mechanicznych inż. Stefan Twardowski — przepadła część dokumentacji. Po wojnie PZO upaństwowiono, odbudowano i rozbudowano. Fabryka rozwijała działalność produkcyjną, eksportowała swoje wyroby do wielu krajów świata. W latach 90. PZO prywatyzowano poprzez Narodowe Fundusze Inwestycyjne. Zakłady zaprzestały działalności produkcyjnej. Obecnie budynek fabryczny PZO przy Grochowskiej przystosowywany jest do celów mieszkaniowych, urządza się w nim lofty. O tym, że w tym miejscu była znana w całej Polsce fabryka, przypomina odrestaurowany neon.

Po drugiej stronie fabryki Stefana Twardowskiego znajdowała się firma Bracia Borkowscy
— Zakłady Elektrochemiczne Spółka Akcyjna, która swoje wyroby opatrywała znakiem
fabrycznym „Brabork”. W 1921 roku z Braćmi Borkowskimi nawiązał kontakt Anton
Philips, właściciel koncernu Philips, wyznaczając firmie z Grochowskiej rolę generalnego dystrybutora wyrobów Philipsa w Polsce. Wkrótce potem razem z Braćmi Borkowskimi Philips założył firmę handlową z rozwiniętą siecią sprzedaży. Po nacjonalizacji „Braci Borkowskich” na ich terenie utworzono Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego „Grochów” (obecnie WSK „PZL Warszawa II” SA), produkującą wojskowy sprzęt lotniczy. Po przeniesieniu Warszawskiej Fabryki Pomp na Żerań, teren starej fabryki został oddany WSK „Grochów”, która rozebrała zbudowaną przez Stefana Twardowskiego halę fabryczną. Działka wraz z dawnym domem mieszkalnym Stefana Twardowskiego nadal pozostaje własnością tej państwowej firmy. W sąsiedztwie fabryki Twardowskiego znajdował się popularny Szpotański — Fabryka Aparatów Elektrycznych Kazimierz Szpotański i S-ka. Inżynier Kazimierz Szpotański, pracownik AEG w Berlinie i Siemensa w Rydze oraz Charkowie, po powrocie do kraju z ogarniętej rewolucją Rosji założył w 1919 roku w dwupokojowym mieszkaniu firmę. Nazwał ją szumnie Fabryką Aparatów Elektrycznych: dwóch pracowników produkowało wyłączniki do światła. W grudniu 1920 roku Szpotański kupił nieruchomość przy ulicy Kałuszyńskiej na Kamionku i bardzo szybko rozwinął produkcję. W 1928 roku zatrudniał już dwieście osób. Stał się największym producentem aparatury elektrycznej w kraju. Rozbudował fabrykę, która zajęła czworokąt między Kałuszyńską, Rybną, Drewnicką i Gocławską, a w 1938 roku kupił obiekt przemysłowy w Międzylesiu. W 1939 roku w obu zakładach Szpotańskiego pracowało przeszło półtora tysiąca pracowników — większość na Kamionku. Firma działała według wypracowanego przez Szpotańskiego systemu JEEN — jakość, ekonomia, estetyka, nowoczesność. Dwudziestolecie swojej firmy Szpotański uczcił, zakładając przy Gocławskiej 4 bibliotekę, z której mogli korzystać okoliczni mieszkańcy. W tym budynku (obecnie przebudowywanym) ma siedzibę Wojewódzka Biblioteka Pedagogiczna.


 

Grochowska 306-310. Budynek Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego "PZL Warszawa II", która po wojnie przyjęła znacjonalizowaną fabrykę Braci Borkowskich.

Grochowska 306-310. Budynek Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego „PZL Warszawa II”, która po wojnie przyjęła znacjonalizowaną fabrykę Braci Borkowskich.


Na Kamionkowskiej Szpotański wybudował zakładowy dom mieszkalny dla pracowników (domy zakładowe miał także „Pocisk”). W 1945 roku firmę Szpotańskiego upaństwowiono i nazwano Pierwszą Państwową Fabryką Aparatury Elektrycznej. W 1950 roku Szpotańskiego wyeksmitowano z jego domu przy Kałuszyńskiej. Nazwę fabryki zmieniono na Zakłady Wytwórcze Wysokiego Napięcia im. G. Dymitrowa — popularny ZWAR. W 1990 roku ZWAR sprzedano koncernowi ABB. Obecnie w dawnych zakładach Szpotańskiego na Kamionku ma siedzibę Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej.

W pobliżu zakładów Twardowskiego, po drugiej stronie Grochowskiej (341 po zmianie
numeracji), na terenie dawnej fabryki braci Petschów, w 1920 roku zlokalizowano Państwowe Zakłady Telefoniczne i Telegraficzne produkujące aparaty telegraficzne Morse’a, aparaty telefoniczne i ręczne łącznice telefoniczne. Z racji charakteru produkcji zakłady nazywano popularnie Dzwonkową. W 1923 roku na ich bazie utworzono Państwową Wytwórnię Aparatów Telegraficznych i Telefonicznych. W 1931 roku PWATT przejęła Państwową Wytwórnię Łączności i zmieniła nazwę na Państwowe Zakłady Tele- i Radiotechniczne (PZT). Jedną trzecią produkcji fabryki stanowiła realizacja zamówień dla wojska: aparatów i central telefonicznych, radiostacji, aparatury nasłuchowej i wyposażenia radiowego. Poza tym produkowano liczniki energii, klaksony, elektryczne instalacje samochodowe, a nawet automaty sprzedające papierosy i bilety. W ramach programu rządowego powszechnej radiofonizacji PZT produkowały popularny, kosztujący 39 złotych, odbiornik kryształkowy „Detefon”, a następnie jeszcze tańszy odbiornik WR. W 1939 roku firma wygrała konkurs na lampowy odbiornik sieciowy z głośnikiem — „Ludowy”. O jakości wyrobów zakładów świadczył złoty medal dla radioodbiornika „Echo” na światowej wystawie w Paryżu w 1938 roku. Po wojnie, w 1948 roku, Wilhelm Rotkiewicz — konstruktor „Detefonu” — skonstruował radioodbiornik „Pionier”, którego produkcję uruchomiły kierowane przez niego zakłady DIORA w Dzierżoniowie. Państwowe Zakłady Tele- i Radiotechniczne przy Grochowskiej zmieniły nazwę na Zakłady Wytwórcze Urządzeń Telefonicznych im. Komuny Paryskiej (ZWUT), które po przemianie ustrojowej kupił Siemens.


 

Grochowska 312/314. Dom mieszkalny wybudowany przez Stefana Twardowskiego w 1928 roku.

Grochowska 312/314. Dom mieszkalny wybudowany przez Stefana Twardowskiego w 1928 roku.


Rozległy teren przy ul. Grochowskiej (po zmianie numeracji posesje oznaczone numerami od 309 do 317) zajmowało utworzone w 1904 roku Towarzystwo Fabryki Motorów „Perkun” Spółka Akcyjna. „Perkun” produkował silniki spalinowe małej i średniej mocy, w tym zwłaszcza wysokoprężne dla przemysłu i rolnictwa. W ramach programu taniej motoryzacji w 1939 roku uruchomiono produkcję motocykla „Perkun”. W latach 30. fabryka produkowała na potrzeby armii bagnety, rakietnice, maszynki do ładowania taśm ciężkich karabinów maszynowych, granatniki, moździerze, pociski, części do dział i karabinów. W 1927 roku „Perkun” zatrudniał ponad trzystu pracowników, w tym ponad siedemdziesięciu rekomendowanych przez wojsko. W 1939 roku fabryka, która miała trudności z odnalezieniem się po kryzysie, dawała pracę 183 osobom.


 

Gocławska 12. Budynki dawnej fabryki Szpotańskiego.

Gocławska 12. Budynki dawnej fabryki Szpotańskiego.


W 1913 roku na Grochowskiej (301-305 po zmianie numeracji) pojawiła się francuska
Spółka Akcyjna „Perun”, która powstała w wyniku wykupienia przez francuskie Towarzystwo Akcyjne L’Air Liquide założonej w 1910 roku w Petersburgu Spółki Akcyjnej „Perun”. Po rewolucji w Rosji firma działała tylko na terenie Polski. „Perun” był pierwszą w naszym kraju fabryką produkującą sprzęt spawalniczy: elektrody do spawania łukowego, transformatory spawalnicze, spawalnice wirujące. W latach 1929-1930 zakład wykonał pierwszą spawaną konstrukcję budowlaną w Polsce — budynek PKO w Warszawie. Po wojnie fabrykę upaństwowiono i nadano jej nową nazwę — Warszawska Fabryka Sprzętu Spawalniczego „PERUN”. Przedsiębiorstwo przez wiele lat współpracowało z renomowanym Instytutem Spawalnictwa w Gliwicach. Nie zmieniło lokalizacji. Po prywatyzacji firma pozostała w rękach polskiego kapitału, utrzymując profil produkcji. W 2010 roku będzie obchodzić stulecie istnienia.


 

Na Kamionku przetrwał jeszcze jeden zakład: przeniesiona tu w latach 30. z ulicy Szpitalnej Fabryka E. Wedel, którą w 1949 roku znacjonalizowano, zmieniając nazwę na Zakłady Przemysłu Cukierniczego 22 Lipca d. E. Wedel. Obecnie fabryka jest własnością koncernu Cadbury. W Wedlu przez wiele lat pracował Bolesław Waszul, późniejszy inspektor BHP w Warszawskiej Fabryce Pomp i dziennikarz zakładowej gazety „Wafapomp”. Wkrótce po odzyskaniu niepodległości przy ulicy Terespolskiej zaczęły powstawać państwowe Centralne Warsztaty Samochodowe, które powołano z inicjatywy Ministerstwa Spraw Wojskowych. Rozlokowały się m.in. na terenie Warszawskiej Fabryki Wyrobów Ołowianych i Cynowych Wojciecha Kemnitza. Twórcą CWS był pułkownik Kazimierz Meijer, absolwent Politechniki Lwowskiej, który w 1939 roku uratował obraz Jana Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”. Początkowo w CWS serwisowano tabor samochodowy i uruchomiono niewielką produkcję części zamiennych oraz nadwozi. W 1920 roku Tadeusz Tański (syn Czesława Tańskiego, który na początku lat 20. wypróbowywał prototyp silnika lotniczego w fabryce Twardowskiego) skonstruował pierwszy polski samochód pancerny oparty na podwoziu forda. Kilkanaście takich pojazdów wyprodukowanych w CWS wzięło udział w wojnie polsko-bolszewickiej. CWS szybko się rozwinęły. W 1926 roku pracowało w nich ponad tysiąc osób. Produkowano tu silniki i samochody CWS T-1, CWS T-2 (oba skonstruowane przez Tadeusza Tańskiego), CWS T-8, a także motocykle „Sokół”. Do 1927 roku zmontowano i wyprodukowano na Terespolskiej także 1074 samochody ciężarowe oraz 25 czołgów Renault FT. W 1928 na bazie m.in. CWS — w oparciu o decyzję ministra przemysłu i handlu Eugeniusza Kwiatkowskiego— utworzono Państwowe Zakłady Inżynierii, które miały zająć się także produkcją na rzecz wojska. W latach 30. przy Terespolskiej zbudowano Fabrykę Samochodów Osobowych i Półciężarowych o zdolności produkcyjnej 4500 samochodów rocznie. Z tej fabryki wyjeżdżały między innymi licencyjne samochody osobowe Fiat 508 i Fiat 518 oraz ciężarowe: Fiat 621 i 618. Najpopularniejszy z tych modeli Fiat 508 kosztował w 1936 roku 5400 złotych.


 

00028

Zamoyskiego 28/30. Fabryka Wedla.

00027

Bolesław Waszul.


Znaczna część produkcji fabryki, zatrudniającej ponad trzy tysiące osób, była przeznaczona dla wojska (samochody terenowe, do przewozu radiostacji, sanitarki, ciągniki artyleryjskie, ciężarówki). W Państwowych Zakładach Inżynierii opracowano dokumentację konstrukcyjną nowoczesnego sprzętu pancernego. We wrześniu 1939 zakłady zostały zbombardowane, a w 1944 roku całkowicie zniszczone przez Niemców. W 1949 roku na ich miejscu zbudowano wielkie Zakłady Przemysłu Odzieżowego, posługujące się od 1967 roku nazwą „Cora”. Ta marka była znana w wielu krajach świata, w tym także w Europie Zachodniej i USA. „Cora” upadła na początku bieżącego stulecia, a jej teren przejęła firma budowlana, która zburzyła fabrykę i wznosi domy mieszkalne.

W 1924 roku przy Grochowskiej 1 (po zmianie numeracji w 1937 roku – Grochowskiej 354) mieściła się Fabryka Gilz „Dzwon” Hilarego Jeżewskiego, zatrudniająca czterdziestu pracowników, którzy w ciągu tygodnia produkowali siedem milionów gilz papierosowych. Na Kamionkowskiej, poza Fabryką Wstążek Gumowych i Tasiem, funkcjonowała jeszcze Garbarnia Skór Chromowych i Galanteryjnych Gemza, Krassowski i Synowie z 35 pracownikami. W 1920 roku na Kamionku powstała odlewnia metali kolorowych Józefa Dyjasińskiego. W 1928 roku miała ona cztery piece tyglowe i zatrudniała 25 osób. Odlewnia była głównym dostawcą odlewów kolorowych dla fabryki Twardowskiego. Po wojnie została znacjonalizowana i włączona — podobnie jak odlewnia żeliwa przy Kolejowej — do Warszawskiej Fabryki Pomp. W końcu lat 60. przeniesiono ją z Mińskiej na Kolejową.

W 1913 roku na całej Pradze było 7800 robotników, a w 1938 — 26 300. Spośród nich
przeszło połowa — prawie 14 tysięcy — na Kamionku Fabrycznym, który stał się trzecim
pod względem wielkości zatrudnienia rejonem przemysłowym w Warszawie. W 1938 roku na niewielkim Kamionku pracowały czterdzieści dwa zakłady przemysłowe. Fabryka Twardowskiego choć nie należała do największych, to ze względu na profil i jakość produkcji była znanym i cenionym w kraju obiektem przemysłowym.

W 1919 roku, po wykupieniu wszystkich udziałów, Stefan Twardowski uzupełnił nazwę
firmy, która od tej pory brzmiała: Zakłady Mechaniczne Brandel, Witoszyński i S-ka.
Właściciel: inż. Stefan Twardowski. Nazwiska Brandla i Witoszyńskiego zniknęły dopiero
w 1929 roku, po kolejnej zmianie nazwy firmy na Zakłady Mechaniczne inż. Stefan Twardowski. Hala fabryczna przy Grochowskiej — nazywana jeszcze po II wojnie światowej przez robotników warsztatem — miała powierzchnię 630 metrów kwadratowych. Pracowały w niej początkowo głównie obrabiarki przeniesione z Aleksandrowskiej. Były zasilane parą z lokomobili — zespołu napędowego, przypominającego parowóz, instalowanego powszechnie
na przełomie XIX i XX wieku w małych fabrykach. W pierwszych latach nadal produkowano
pompy tłokowe „Plus” i turbinki parowe wzorowane na amerykańskich „Terry”, których
dokumentację przygotował jeszcze Czesław Witoszyński. Produkcja pomp wirowych była
początkowo niewielka. Skomplikowana sytuacja odrodzonego państwa nie sprzyjała inwestycjom. W pierwszych latach niepodległości zakład ratowały zamówienia państwowe. Na zamówienie wojska wytwarzano tłoki i pierścienie tłokowe do francuskich samolotów oraz lewarki do podnoszenia samochodów. Na zamówienie Ministerstwa Skarbu wyprodukowano kilkaset ręcznych maszynek do stemplowania będących w obiegu niemieckich marek okupacyjnych. Hiperinflacja sprawiła, że robotnicy na początku lat 20. byli milionerami — otrzymywali miliony marek, które jednak były niewiele warte. Sytuacja fabryki poprawiła się po uregulowaniu problemu granic i wprowadzeniu silnej złotówki. Jednak jej sukces byłby niemożliwy bez dwóch ludzi: Stefana Twardowskiego
i Szczepana Łazarkiewicza, który z powodzeniem nastąpił Czesława Witoszyńskiego. Od
początku lat 20. przez kolejne czterdzieści lat wszystkie nowe konstrukcje pomp wdrażane
do produkcji były albo dziełem Szczepana Łazarkiewicza, albo powstały pod jego nadzorem.
Z nazwiskiem Szczepana Łazarkiewicza łączy się produkcja nowoczesnych pomp wirowych odpowiadających potrzebom polskiej gospodarki.


Talent konstrukcyjny Łazarkiewicza został połączony z przedsiębiorczością Twardowskiego,
który osobiście kierował fabryką. Doprowadził do przejścia z zasilania lokomobilą
na zasilanie elektryczne, wybudował jedyną wówczas w Polsce fabryczną stację prób pomp, wyposażył zakład w nowe obrabiarki, przyjmował zamówienia na pompy, które wcześniej kupowano za granicą. W 1928 roku obchodzono z pompą dziesięciolecie zakładu przy Grochowskiej i dwudziestolecie powstania firmy. Z tej okazji właściciel urządził dla całej załogi poczęstunek, zaś pracownicy podarowali właścicielowi pamiątkowe tableau. Honorowe miejsce zajmuje na nim Stefan Twardowski. U jego boku nie ma już Jadwigi Twardowskiej, która zmarła w 1919 roku przy porodzie córki (nadano jej imię po matce). Stefan Twardowski poślubił jej siostrę Stefanię Radzimińską. Przejęła ona opiekę nad czworgiem dzieci. Pomagała jej siostra Maria Radzimińska, panna, mieszkająca razem z rodziną właściciela. Tableau z 1928 roku jest świadectwem rozwoju firmy. W 1918 roku, w dniu otwarcia nowego zakładu, na tableau, poza właścicielem i jego żoną, było trzynastu pracowników. Dziesięć lat później — już pięćdziesięciu ośmiu.

Układ tableau jest bardziej demokratyczny niż ten z 1918 roku. Stefana Twardowskiego otaczają pracownicy produkcyjni. Na najwyższych rzędach i wokół portretu Stefana Twardowskiego umieszczono wizerunki wieloletnich pracowników, między innymi: Wojciecha Zalewskiego, Teofila Fernika, Zygmunta Ryzińskiego, Franciszka Ziarkowskiego, Henryka Stanisławskiego, Bronisława Perkowskiego, Eugeniusza Kostrzewskiego, Aleksandra Szymanowskiego, Jana Piotrowskiego, Maksymiliana Grossa, Henryka Monarskiego (Mondszajna), Józefa Raczki, Władysława Smolaka, Ignacego Złotkowskiego, Karola Kucha, Bonifacego Stolarkiewicza, Wincentego Piotrowskiego, Edwarda Czerwińskiego, Wacława Szymańskiego. Miejsce dla Szczepana Łazarkiewicza znalazło się w czwartym rzędzie, a dopiero w piątym umieszczono portret kierownika produkcji i szwagra właściciela — Stanisława Krusia oraz brata Stefana Twardowskiego — Stanisława Twardowskiego. Ich sąsiadami z tego samego rzędu są m.in.: szofer Leon Koprzywa oraz Wojciech Kowalski, dorożkarz i woźnica, który przed II wojną światową, już w dojrzałym wieku, opanował jazdę samochodem i woził właściciela.

Józef Raczko we wspomnieniach podkreślał, że załoga fabryki Twardowskiego była
starannie dobrana. Na pierwszym miejscu liczyły się fachowość i sumienne wykonywanie
obowiązków. W okresie przedwojennym w fabryce nie było ani jednego pracownika kontroli. Pracownicy sami kontrolowali swoją pracę. Okres rozwoju fabryki Twardowskiego, podobnie jak i całej gospodarki krajowej, został zahamowany w wyniku wielkiego kryzysu światowego. W latach 1930-1934 skrócono tydzień pracy i zmniejszono wynagrodzenia. Jednak właściciel nie zwalniał pracowników. Zachował się podobnie jak Wacław Brandel i Czesław Witoszyński w czasie I wojny światowej, gdy zakład stanął, a właściciele utrzymywali załogę. Aby zająć pracowników, Stefan Twardowski polecił im unowocześnienie własnymi siłami parku maszynowego. Nowe maszyny przydały się, gdy po recesji nastąpiła koniunktura.

Druga połowa lat 30. to okres rozkwitu fabryki. Niewielka, lecz doświadczona, ustabilizowana, starannie przez lata dobierana załoga produkowała coraz większe i coraz bardziej skomplikowane pompy. Zgodnie z relacją Józefa Raczki w końcu lat 30. stawka godzinowa robotnika dochodziła do 2,70 zł. Siła nabywcza przedwojennej złotówki jest porównywanado 12-14 dzisiejszych złotych, choć ze względu na inną strukturę cen, to porównanie nie jest właściwe. Żywność była zdecydowanie tańsza, zaś wyroby przemysłowe droższe. Jeśli relacja Raczki jest wierna, to zarobki najlepszych robotników mogły dochodzić do pięciuset złotych. To bardzo wiele, bowiem średnia zarobków robotników w dużych warszawskich fabrykach cywilnych w 1935 roku wynosiła około 140 złotych. Więcej otrzymywali robotnicy z państwowych fabryk produkujących dla wojska. W Fabryce Karabinów, Państwowych Zakładach Inżynierii, Państwowych Zakładach Lotniczych średni zarobek robotnika przekraczał trzysta złotych. Ponad czterysta złotych miesięcznie zarabiali robotnicy w fabrykach prywatnych produkujących dla wojska: w fabrykach Stowarzyszenia Mechaników Polskich z Ameryki oraz w Zakładach Przemysłowo-Handlowych Wł. Paschalski.

W 1938 roku fabryka Twardowskiego zatrudniała siedemdziesięciu dwóch pracowników
— pięćdziesięciu robotników, ośmiu techników i czterech urzędników. Z okazji dwudziestolecia prowadzenia firmy Stefan Twardowski otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.


Rozwój fabryki przerwała wojna. Od pierwszych dni września Praga była obiektem
zmasowanych bombardowań. Bomby spadały na obiekty przemysłowe na Kamionku: Zakłady
Amunicyjne „Pocisk”, Park Paderewskiego (Skaryszewski), w którym ustawiono baterie
przeciwlotnicze, Państwowe Zakłady Inżynierii, Państwowe Zakłady Tele- i Radiotechniczne,
fabrykę Szpotańskiego oraz sąsiadujące z fabryką Twardowskiego Polskie Zakłady
Optyczne. Jedna z bomb eksplodowała obok Braci Borkowskich — w bezpośrednim sąsiedztwie zakładów Twardowskiego. Najbardziej zaciekle bombardowano Dworzec Wschodni. W czasie ataku lotniczego 5 września wśród wielu ofiar było dwadzieścia pomagających wojsku harcerek.


 

Grochowska 339. Ośrodek zdrowia, a przed wojną Miejska Stacja Higieny Zapobiegawczej, dobrze znana pracownikom pobliskich Zakładów Mechanicznych

Grochowska 339. Ośrodek zdrowia, a przed wojną Miejska Stacja Higieny Zapobiegawczej, dobrze znana pracownikom pobliskich Zakładów Mechanicznych


Od połowy września na Pradze toczyły się walki ze szturmującymi Niemcami. Boje
toczono między innymi w rejonie Gocławka, Witolina, Olszynki Grochowskiej, Wału Gocławskiego, na Saskiej Kępie. Na Grochowie polskie oddziały odniosły kilka zwycięstw nad Niemcami, biorąc między innymi do niewoli 120 jeńców. Walki na Grochowie prowadzono do 26 września. Następnego dnia Warszawa skapitulowała. Wojna zdziesiątkowała załogę Twardowskiego. Modelarz Chaskiel Stolnicki zginął w getcie albo w obozie zagłady w Treblince. W Auschwitz zmarł ujęty w czasie ulicznej łapanki w 1940 roku traser Marian Dudek. W Stutthofie zginął szlifierz i tokarz Wacław Szymański, wywieziony z Warszawy w sierpniu 1944 roku. Od kuli na balkonie swego mieszkania przy Kamionkowskiej zginął tokarz Władysław Trzciński. W bramie swego domu zginął rozszarpany pociskiem Franciszek Ziarkowski. Wyzwolenia nie doczekał także tokarz Zygmunt Ryziński z Bródna, który na początku lat 20. był czeladnikiem Józefa Raczki — został zamordowany w 1944 roku w obozie w Mauthausen. W czasie bombardowania Szpitala Praskiego zginął Eugeniusz Kostrzewski, wychowanek fabryki Twardowskiego. Wojny nie przeżyli: Aleksander Szymanowski i Maksymilian Gross. Syn Stefana Twardowskiego, inż. Tadeusz Twardowski, został zamordowany w Katyniu. W okresie okupacji fabryka pomagała pracownikom w przeżyciu. Za przyzwoleniem właściciela produkowano „na boku” młynki do mielenia zboża, kłódki, aparaty do pędzenia samogonu — wszystko, co można było wymienić na żywność. Dokumenty potwierdzające zatrudnienie w zakładzie dawały poczucie większego bezpieczeństwa. W czasie okupacji z tego względu Stefan Twardowski zatrudnił Andrzeja i Leszka Łazarkiewiczów — syna i bratanka Szczepana Łazarkiewicza, Edwarda i Stefana Czerwińskich — synów Edwarda Czerwińskiego, Stanisława Monarskiego (Mondszajna) — syna Henryka Monarskiego. Te środki zabezpieczenia okazały się niewystarczające. Po wybuchu Powstania Warszawskiego hitlerowcy przystąpili do masowych wywózek ludności na roboty przymusowe i do obozów koncentracyjnych. Początkowo wywożono mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat (w ich gronie znaleźli się m.in. Szczepan Łazarkiewicz i Wacław Szymański), a potem także kobiety. Równocześnie z wywózką ludności hitlerowcy wywozili maszyny i inne wyposażenie fabryk, dokonywali zaplanowanej wcześniej akcji niszczenia całych obiektów przemysłowych. Wtedy wysadzono w powietrze gmach PZO, Dzwonkową, zakłady „Perkun”. Łupem Niemców padły też najlepsze maszyny fabryki Twardowskiego. Mimo powojennej zmiany ustroju Stefan Twardowski wciąż wierzył, że zdoła zachować swój zakład. By uniknąć nacjonalizacji, zatrudniał poniżej pięćdziesięciu pracowników.

Jednak w 1950 roku nad Zakładami Mechanicznymi inż. Stefan Twardowski ustanowiono przymusowy nadzór państwowy, a rok później przejęło je nowe, państwowe przedsiębiorstwo — Warszawska Fabryka Pomp.

W pierwszych latach po upaństwowieniu fabryką kierowały osoby bez doświadczenia
w przemyśle. Prowadziło to do chaosu organizacyjnego i zmniejszenia — przy zwiększonym
zatrudnieniu — produkcji. Pod koniec lat 40. fabryka Twardowskiego produkowała
rocznie 350 pomp i około dziesięciu ton części zamiennych. Bezpośrednio po upaństwowieniu produkcja spadła do stu pomp. Sytuacja zmieniła się w 1954 roku, gdy w WFP na Grochowskiej pojawił się inżynier Jerzy Kabała z Zagłębia Dąbrowskiego, który sprawnie pokierował produkcją. Już w pierwszych latach po upaństwowieniu zlikwidowano tak zwany napęd pasowy, wymieniono park maszyny. Zakład podejmował się produkcji nowych konstrukcji pomp dla elektrowni, których autorem był Szczepan Łazarkiewicz. Zgodnie bowiem z decyzją władz WFP miała produkować pompy przede wszystkim dla energetyki. W 1955 roku inżynier Kabała dokonał reorganizacji, powołując dwóch mistrzów: Józefa Raczkę na mistrza obróbki mechanicznej i Arseniusza Szewcowa na mistrza montażu. Był to pierwszy krok do podziału zakładu na dwa odrębne wydziały.


 

Arseniusz Szewcow i Stanisław Monarski (Mondszajn).


Arseniusz Szewcow urodził się na Wołyniu jako Wacław Szewczyk. Przed wojną skończył szkołę techniczną, uzyskując tytuł technika. Pracował w cukrowni. Żołnierz września, ranny w czasie bitwy nad Bzurą, dostał się do niewoli radzieckiej. Trafił na Syberię — tam zmieniono mu imię i nazwisko na Arseniusza Szewcowa. Posługiwał się nimi do końca życia. Z 1. Dywizją Wojska Polskiego przeszedł od Lenino do Berlina. Po demobilizacji, w marcu 1946 roku, podjął pracę w fabryce Twardowskiego. Odszedł na emeryturę z WFP w 1978 roku.

W fabryce Brandla i Witoszyńskiego przy Aleksandrowskiej pracowali głównie mieszkańcy
Pragi. W zakładzie Twardowskiego przy Grochowskiej było spore grono osób z podwarszawskich miejscowości. Powiększali je pracownicy, którzy z pomocą właściciela budowali niewielkie domy za miastem.

Po wojnie w fabryce pojawili się pracownicy, których rodzinne miejscowości znalazły
się poza granicami Polski. Jednak największą nową grupą podejmującą pracę w WFP była
młodzież ze wsi i małych miasteczek. Także z myślą o niej w 1962 roku otwarto Zasadniczą
Szkołę Zawodową Warszawskiej Fabryki Pomp. Wielu jej absolwentów związało swoje
życie zawodowe z WFP. Jednym z nich jest obecny dyrektor w Grupie Powen-Wafapomp
SA Tadeusz Dzwonkowski, który przyjechał do Warszawy ze wsi z okolic Łomży. W szkole zawodowej uczył go między innymi Józef Raczko, który — podobnie jak Tadeusz Dzwonkowski — przyszedł do fabryki jako czternastolatek.

Mimo upaństwowienia i wyeksmitowania Stefana Twardowskiego z domu przy Grochowskiej,
WFP pielęgnowała tradycję. W 1958 roku uroczyście obchodzono jubileusz półwiecza
fabryki. Na okolicznościowej akademii urządzonej w sali Polskich Zakładów Optycznych
wieloletni pracownicy zakładu — Szczepan Łazarkiewicz, Józef Raczko, Józef Krasnodębski
— otrzymali odznaczenia. Już wtedy załoga walczyła o budowę nowego zakładu, bo
stara, niewielka fabryka przy Grochowskiej nie była w stanie podołać zamówieniom. Powołany Komitet Budowy Nowego Zakładu zdołał uzyskać zgodę władz na nową inwestycję na Żeraniu Wschodnim. Tam rozpoczął się trzeci etap w historii fabryki.


 

Adresy Warszawskiej Fabryki Pomp – na Aleksandrowskiej


Na Aleksandrowskiej


Oficjalna historia Warszawskiej Fabryki Pomp rozpoczęła się 15 sierpnia 1908 roku, gdy trzydziestoletni wówczas technik Wacław Brandel oraz o trzy lata od niego starszy inżynier Czesław Witoszyński powołali w Warszawie Towarzystwo Komandytowe Zakładów Mechanicznych Brandel, Witoszyński i S-ka z siedzibą przy ulicy Aleksandrowskiej (nazywanej też z rosyjska Aleksandryjską) — fragmentu praskiego odcinka dzisiejszej Alei Solidarności.


00011-191x300

Profesor Czesław Witoszyński, pierwszy polski konstruktor pomp wirowych.


Obydwu wspólników połączyła chęć dokonania radykalnej zmiany w życiu zawodowym. Matematyk i mechanik Czesław Witoszyński, posiadacz dyplomów renomowanych uniwersytetów w Petersburgu i Liege, zamierzał poświęcić się rozwojowi polskiego szkolnictwa technicznego. Nie mógł pogodzić czasochłonnej pracy dydaktycznej i naukowej z pracą u Bormanna. Z drugiej strony przejście ze świetnie prosperującej, mającej ugruntowaną pozycję na rynku Imperium Rosyjskiego fabryki do utrzymywanej przez filantropów Szkoły Mechaniczno-Technicznej H. Wawelberga i S. Rotwanda wiązało się z ryzykiem utraty pewnego źródła dochodów.


Towarzystwo Komandytowe Zakładów Mechanicznych Brandel, Witoszyński i S-ka.

Towarzystwo Komandytowe Zakładów Mechanicznych Brandel, Witoszyński i S-ka.


Zabezpieczeniem finansowym Witoszyńskiego mógł być udział w zyskownym, lecz niezbyt absorbującym przedsięwzięciu biznesowym. I tu przydał się talent konstruktorski młodego inżyniera.

Bezpośrednim impulsem, który doprowadził do utworzenia fabryki, było opracowanie przez Witoszyńskiego niezwykle udanej konstrukcji ręcznej pompy tłokowej „Plus”.


Skonstruowane przez Witoszyńskiego ręczne pompy dwutłowe "Plus" były najbardziej znanym produktem fabryki z Aleksandrowskiej.

Skonstruowane przez Witoszyńskiego ręczne pompy dwutłowe „Plus” były najbardziej znanym produktem fabryki z Aleksandrowskiej.


Wiodące znaczenie tej pompy w pierwszym okresie działania firmy potwierdzał adres telegraficzny fabryki przy Aleksandrowskiej: „Plus”–Warszawa. W adresach telegraficznych, poza nazwą miejscowości, umieszczano słowa kluczowe — najczęściej nazwisko właściciela lub główny człon nazwy firmy. W przypadku fabryki Brandla i Witoszyńskiego słowem kluczowym był jej najbardziej znany produkt.


Wacław Bradel znalazł się w gronie pierwszych absolwentów szkoły Rotwanda i Wawelberga

Wacław Bradel znalazł się w gronie pierwszych absolwentów szkoły Rotwanda i Wawelberga.


Inżynier Wacław Twardowski, syn Stefana Twardowskiego, a zarazem pracownik fabryki w latach 1937-1950, w napisanym w 1978 roku liście do redakcji „Wafapomp” twierdził, że do 1918 roku, czyli do uruchomienia przez jego ojca zakładu przy Grochowskiej, produkcja była oparta na typoszeregu ręcznych pomp dwutłokowych „Plus”. Józef Raczko, pracownik fabryki w latach 1919-1972, jej najwybitniejszy kronikarz, kustosz i strażnik pamięci, wspominał, że pompy „Plus” produkowano jeszcze przy Grochowskiej do 1926 roku.

Czesław Witoszyński, zgodnie z zawartą przez wspólników umową, miał otrzymywać część zysku z fabryki w zamian za konstruowanie i udoskonalanie produkowanych w niej pomp. Witoszyński na potrzeby swej fabryki konstruował między innymi nowoczesne pompy wirowe. Praca nad nimi dostarczała mu cennego materiału do działalności naukowej i dydaktycznej, umacniała autorytet uczonego. W 1919 roku Czesław Witoszyński został profesorem zwyczajnym Politechniki Warszawskiej, objął katedrę maszyn wodnych. Jednak na początku lat 20. ostatecznie porzucił maszyny wodne dla nowej pasji — maszyn powietrznych. Przeszedł do historii jako ojciec polskiego lotnictwa, a nie jako pierwszy polski konstruktor pomp wirowych.


Józef Raczko, strażnik pamięci o fabryce, w której pracował przeszło pół wieku.


Wacław Brandel, absolwent szkoły Wawelberga z praktyką zawodową w Towarzystwie Akcyjnym Zakładów Kotlarskich i Mechanicznych Fitzner i Gamper w Sosnowcu oraz w fabryce Bormanna, marzył o założeniu własnej firmy. Głównym wkładem Brandla do spółki, poza kwalifikacjami i doświadczeniem zawodowym, była jego przedsiębiorczość. W ciągu zaledwie kilku lat pracy „na swoim” uzyskał opinię wybijającego się polskiego biznesmena młodego pokolenia.

Wacław Brandel nie tylko kierował fabryką przy Aleksandrowskiej, ale także zajmował się promocją produkowanych w niej pomp. Prezentował je na licznych wystawach przemysłowych.


Archiwalna wkładka katalogowa.


W 1908 roku pompy konstrukcji Witoszyńskiego, wyprodukowane w fabryce na Pradze, zostały uhonorowane złotym medalem na wystawie w Rostowie nad Donem i srebrnym w Winnicy. W roku następnym przyznano im srebrny medal na wystawie w Częstochowie i złoty w Warszawie. Fotokopie medali zdobiły wydawane w języku polskim i rosyjskim katalogi Zakładów Mechanicznych Brandel, Witoszyński i S-ka. Dzięki wystawom firma z Aleksandrowskiej szybko stała się znana nie tylko na terenie zaboru rosyjskiego, lecz także w samej Rosji — podstawowym rynku zbytu fabryk działających w Królestwie Polskim.

Wacław Brandel nie zdążył zrealizować planów budowy wielkiej, nowoczesnej fabryki pomp. Na przeszkodzie stanęła wojna i przedwczesna śmierć. Zmarł w 1917 roku w wieku trzydziestu dziewięciu lat.


Aleja Solidarności, dawna ulica Aleksandrowska. Mniej więcej w tym miejscu znajdowała się fabryka Brandla i Witoszyńskiego.


Do talentu konstruktorskiego Witoszyńskiego i przedsiębiorczości Brandla ich wspólnicy
komandytowi dołożyli niewielki budynek przy ulicy Aleksandrowskiej 4, w którym uruchomiono produkcję (ten obiekt rozebrano w latach 70. XX wieku) oraz skromne kwoty pieniężne, za które kupiono pierwsze maszyny.

Plan zorganizowania wspólnej firmy produkującej pompy zrodził się w głowach kolegów z Biura Konstrukcyjnego Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Mechanicznych Bormann, Szwede i S-ka kilka lat przed utworzeniem towarzystwa komandytowego.


Ulica Srebrna 12. Pałacyk Maurycego Bormanna, pracodawcy Brandla, Witoszyńskiego, Twardowskiego i Łazarkiewicza.


Józef Raczko, który do fabryki Twardowskiego przyszedł w 1919 roku, i pracujący w zakładzie od 1920 roku Szczepan Łazarkiewicz pisali, że pierwsze pompy wyprodukowano na Aleksandrowskiej już w 1907 roku. Potwierdza to wydana w 1907 roku „Monografi a Szkoły Mechaniczno-Technicznej H. Wawelberga i S. Ulica Srebrna 12. Pałacyk Maurycego Bormanna, Rotwanda w Warszawie 1895-1907”. Obok nazwiska Wacława Brandla, absolwenta szkoły z 1899 roku, umieszczono informację następującej treści: „Współwłaściciel Fabryki pomp «Brandel, Witoszyński i S-ka»”.

We wspomnianym liście do redakcji „Wafapomp” Wacław Twardowski, syn Stefana Twardowskiego, informował, że już w 1906 roku Brandel i Witoszyński założyli spółkę i uruchomili produkcję.

Na rozpoczęcie przygotowań do uruchomienia fabryki w 1906 roku wskazuje także prowadzona od 1919 roku przez Stefana Twardowskiego księga pracowników. Pod numerem pierwszym zapisano w niej ślusarza Andrzeja Dąbrowskiego z adnotacją, że pracuje od 1 października 1906 roku. Pod numerem drugim umieszczono tokarza Józefa Zienkiewicza zatrudnionego 12 marca 1907 roku. Zienkiewicz był pierwszym majstrem w fabryce Twardowskiego przy Grochowskiej. U niego zdawał egzamin czeladniczy Józef Raczko. Przed oficjalnym założeniem towarzystwa komandytowego — 1 lutego 1908 roku — Brandel i Witoszyński przyjęli do pracy Zygfryda Bojanowskiego zajmującego się rachunkowością. Bojanowski, podobnie jak Dąbrowski i Zienkiewicz, przeszedł na Grochowską. Mimo wcześniejszego podjęcia działalności produkcyjnej, w księgach adresowych jako rok założenia firmy widnieje rok 1908, gdy powołano Towarzystwo Komandytowe Zakładów Mechanicznych Brandel, Witoszyński i S-ka.


Ślusarz Andrzej Dąbrowski, tokarz Józef Zienkiewicz, buchalter Zygfryd Bojanowski i magazynier Wacław Babkowski.


Stefan Twardowski, który wykupił wszystkie udziały w spółce, uznał 15 sierpnia 1908 roku za datę powstania firmy. Warszawska Fabryka Pomp, utworzona na bazie upaństwowionych Zakładów Mechanicznych inż. Stefan Twardowski, podobnie jak Twardowski, uroczyście obchodziła kolejne okrągłe rocznice istnienia firmy liczone od 1908 roku. Tę tradycję przejęła i pielęgnuje Grupa Powen-Wafapomp SA. Zakładem przy Aleksandrowskiej kierował Wacław Brandel. Czesław Witoszyński koncentrował się na opracowywaniu nowych konstrukcji. Fabryka zatrudniała od dwudziestu pięciu do trzydziestu osób, przeważnie mieszkańców Pragi. Pracowali oni głównie na stanowiskach tokarskich i monterskich. Zakład miał także własnych modelarzy. Na Aleksandrowskiej od 1911 roku pracował ślusarz Wincenty Piotrowski, który w 1923 roku, po odejściu Zienkiewicza, został majstrem na Grochowskiej. Po upaństwowieniu Piotrowski był nadal majstrem obróbki i montażu, a następnie otrzymał etat kierownika produkcji. Był zatrudniony do 1958 roku.

Według Józefa Raczki u Brandla pracował także młodszy brat Wincentego Piotrowskiego — Jan Piotrowski, który zginął tragicznie 23 grudnia 1929 roku. Na Aleksandrowskiej pracował od 1916 roku — prawdopodobnie jako robotnik do prostych prac fizycznych — Wacław Babkowski, późniejszy magazynier. Na liście pracowników Twardowskiego Babkowski figuruje jako zatrudniony od 1922 roku, ale o jego wcześniejszej pracy świadczy choćby fakt, że występuje na zdjęciu pracowników z 1918 roku. Babkowski przeszedł na emeryturę w 1958 roku z Warszawskiej Fabryki Pomp, w której zachował etat pracownika magazynu.

W fabryce Brandla pracował także tokarz Józef Bielawski, który w latach 20. pojawił się
na Grochowskiej i podobnie jak Wincenty Piotrowski i Wacław Babkowski, odszedł na emeryturę z Warszawskiej Fabryki Pomp w 1958 roku.

W 1911 roku, a według księgi pracowników Twardowskiego już w 1910, w fabryce
Brandla i Witoszyńskiego został zatrudniony Henryk Monarski (Mondszajn), monter wyjazdowy, który pracował potem u Twardowskiego i w Warszawskiej Fabryce Pomp. Henryk Monarski podejmował się najbardziej skomplikowanych prac montażowych. Za wieloletnią
pracę został po upaństwowieniu uhonorowany między innymi Orderem Budowniczych Polski Ludowej. Odszedł na emeryturę w 1967 roku, a więc już po wybudowaniu nowej fabryki na Żeraniu. Henryk Monarski był jedynym pracownikiem fabryki, który pracował w jej
wszystkich zakładach — przy Aleksandrowskiej, Grochowskiej i Odlewniczej.


Henryk Monarski (Mondszajn), jedyny pracownik fabryki, który pracował w jej wszystkich siedzibach: przy Aleksandrowskiej, Grochowskiej i Odlewniczej.

Henryk Monarski (Mondszajn), jedyny pracownik fabryki, który pracował w jej wszystkich siedzibach: przy Aleksandrowskiej, Grochowskiej i Odlewniczej.


Od 1913 roku u Brandla pracował technik Kazimierz Kosiniewicz. Przeszedł na Grochowską i pracował do wybuchu wojny w biurze ofertowym. W latach 1923-1929 w biurze ofertowym pracowała również jego żona Stefania Kosiniewiczowa. Według Józefa Raczki na Aleksandrowskiej byli zatrudnieni także: tokarz Zygmunt Ryziński (w księdze pracowników Twardowskiego zapisano, że rozpoczął pracę w 1919 roku), ślusarz Aleksander Szymanowski (według księgi pracowników zaczął pracę w 1922 roku), modelarz Chaskiel Stolnicki (według listy Twardowskiego pracował od 1918 roku).

Praca u Brandla i Witoszyńskiego w pierwszych latach trwała dwanaście godzin. Jeszcze
przed wybuchem I wojny światowej wprowadzono dziewięciogodzinny dzień pracy.


Z zachowanego rejestru wynika, że pięćsetną pompę wyprodukowano w 1914 roku,
czyli po sześciu latach od oficjalnego powstania Towarzystwa Komandytowego Zakładów
Mechanicznych Brandel, Witoszyński i S-ka.

W pierwszym okresie działalności zakład dostarczył proste pompy tłokowe do podlewania
ogrodów i opryskiwania drzewek znanym warszawskim Zakładom Ogrodniczym C.
Ulrich, w których hodowano nawet egzotyczne ananasy. Znajdowały się one na terenie późniejszego Ulrychowa — obecnie stoi tu Centrum Handlowe Wola Park.

Głównym asortymentem fabryki w pierwszych latach działalności były ręczne pompy
tłokowe „Plus”. Poza nimi produkowano także pompy tłokowe „Stella” na napęd pasowy. Jednak już około 1910 roku przy Aleksandrowskiej wykonano pierwsze pompy wirowe zaprojektowane przez Czesława Witoszyńskiego. Były przeznaczone dla cukrowni i wodociągów.

Katalogi fabryki oraz umieszczane przez Brandla na pierwszej stronie pisma „Przegląd
Techniczny” reklamy pomp wirowych przeczą informacji Wacława Twardowskiego, zawartej
w liście do gazety zakładowej „Wafapomp”, że na Aleksandrowskiej wyprodukowano jedynie
kilka prototypowych pomp wirowych, zaś ich normalną produkcję uruchomiono dopiero
przy Grochowskiej.


Takie pompy do podlewania roślin i opryskiwania drzew fabryka Brandla i Witoszyńskiego dostarczała m.in. Zakładom Ogrodniczym C.Ulrich.

Takie pompy do podlewania roślin i opryskiwania drzew fabryka Brandla i Witoszyńskiego dostarczała m.in. Zakładom Ogrodniczym C.Ulrich.


W tym samym roku, w którym Brandel i Witoszyński powołali towarzystwo komandytowe,
ulicą Aleksandrowską zaczęły jeździć kupione w Niemczech nowoczesne tramwaje elektryczne. „Czwórka” kursowała z Gęsiej do Dworca Terespolskiego (Wschodniego), „piątka”
łączyła Młynarską ze Stalową, a „dwudziestka dwójka” — Towarową z Dworcem Terespolskim. Kursująca między Stalową a Marszałkowską „osiemnastka” była szczególnie przydatna dla podróżnych, którzy wysiadali na Dworcu Petersburskim (Wileńskim) i udawali się na Dworzec Wiedeński usytuowany w okolicach dzisiejszej stacji metra „Centrum”, skąd odjeżdżały pociągi na zachód i południe Europy.

Tramwaje elektryczne zastąpiły kursujące wcześniej tramwaje konne, które tak wspominał z dzieciństwa Józef Poliński w książce „Grochów – przedmurze Warszawy” wydanej w 1938 roku nakładem Towarzystwa Przyjaciół Grochowa:


„Dziś jeszcze widzę je oczyma wyobraźni, jadące przez most Kierbedzia, niezbyt natłoczone pasażerami, wśród których szwargocący Żydzi w czarnych chałatach stanowili poważny odsetek. Na ulicach woźnica dzwonił jak na alarm na opieszałych przechodniów, którzy leniwie schodzili z drogi. Nieźle utrzymana na miejskim obroku szkapa tramwajowa znudzonym truchtem biegła środkiem toru. Jak wyglądały te tramwaje? Wystarczy przymknąć oczy, aby ujrzeć tę nieruchliwą wówczas jezdnię obok parku Aleksandrowskiego oblaną promieniami wiosennego słońca, po której toczy się wielkie pudło bez ścian bocznych, z szeregiem ławek, jak w szkole”.


Z tego samego okresu pochodzi wspomnienie znanego malarza i grafika Konstantego Brandla, starszego brata Wacława Brandla:


„Idąc na Pragę mostem Kierbedzia obserwowałem konie ciągnące wóz z cegłami albo oddział kawalerii” (z książki Witolda Leitgebera „Rozmowy z Brandlem” wydanej w 1979 roku przez Muzeum Narodowe w Warszawie).


Szczęśliwicka 56. Gmach Technikum Kolejowego, które kontynuuje tradycje Szkoły Technicznej Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. Jej absolwentem w 1893 roku był Stefan Twardowski.


Pierwszą linię tramwaju konnego w Warszawie, nazwaną oficjalnie Żelazną Drogą Konną, otwarto w grudniu 1866 roku.

Uruchomienie tramwaju konnego w Warszawie było bezpośrednim następstwem otwarcia w 1862 roku Drogi Żelaznej Warszawsko-Petersburskiej, drugiej — po Drodze Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej — linii kolejowej przebiegającej przez terytorium Królestwa Polskiego. Kolej Petersburska połączyła stolicę Królestwa Polskiego ze stolicą Imperium Rosyjskiego. Wybudowanie Mostu Aleksandrowskiego (Kierbedzia), pierwszej stalowej przeprawy przez Wisłę, umożliwiło szybką i pewną komunikację na drugi brzeg Wisły, w tym do Dworca Wiedeńskiego. Pierwsze warszawskie tramwaje konne kursowały między obydwoma dworcami, wożąc pasażerów i ich bagaże.

Murowany Dworzec Petersburski został spalony przez wycofujących się z Warszawy Rosjan w sierpniu 1915 roku. Na jego miejscu w latach 20. zbudowano Dyrekcję Kolei Państwowych. Prowizoryczny, drewniany budynek dworca kolejowego wzniesiono kilkadziesiąt metrów dalej. Nazwano go Dworcem Wileńskim.

Patronem ulicy Aleksandrowskiej, podobnie jak Mostu Aleksandrowskiego, a także
Placu Aleksandrowskiego (Weteranów 1863 roku) i Parku Aleksandrowskiego (Praskiego)
był car Aleksander II. To za jego panowania, na początku lat 60. XIX wieku, wytyczono ulicę
Aleksandrowską. Zdetronizowała ona najważniejszą przez kilkadziesiąt lat na Pradze
ulicę Petersburską (Jagiellońską).

Przez Aleksandrowską przejeżdżali wszyscy ważni carscy urzędnicy. W 1897 roku Konrad
Brandel, stryj Wacława Brandla, uwiecznił na fotografi i jadący Aleksandrowską orszak
przybyłego z wizytą do Warszawy cara Mikołaja II.

Od pierwszej połowy XIX wieku władze carskie starały się nadać Pradze charakter
znacznie bardziej rosyjski niż lewobrzeżnej części miasta. Na Pradze umieszczono szereg budynków administracji rosyjskiej. Wytyczono dwie główne ulice podkreślające związek
Pragi z Imperium Rosyjskim — wspomnianą Petersburską i Moskiewską (Zamoyskiego).


Jagiellońska 38. Gmach VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława IV, dawnego Gimnazjum Pruskiego, którego absolwentem był m.in. znany malarz i grafik Konstanty Brandel, brat Wacława Brandla. Widok od strony Alei Solidarności.

Jagiellońska 38. Gmach VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława IV, dawnego Gimnazjum Pruskiego, którego absolwentem był m.in. znany malarz i grafik Konstanty Brandel, brat Wacława Brandla. Widok od strony Alei Solidarności.


Wszystkie trzy linie kolejowe zbudowane w drugiej połowie XIX wieku i przebiegające przez Pragę — petersburska, terespolska i nadwiślańska — miały szeroki, rosyjski rozstaw szyn, podczas gdy kolej wiedeńska — europejski. Pracownicy kolejowi na Pradze mówili wyłącznie po rosyjsku. Elewacje drewnianych domów — podobnie jak w prowincjonalnych miastach rosyjskich — malowano na żółto-brązowo. Także mała architektura Parku Aleksandrowskiego przypominała rosyjskie budownictwo drewniane. W centralnej części ulicy Aleksandrowskiej zaprojektowano — na wzór placów w Petersburgu — Plac Aleksandrowski z promieniście odchodzącymi od niego ulicami. Po prawej stronie Aleksandrowskiej w latach 1865-1871
założono Park Aleksandrowski — ulubione miejsce niedzielnej rozrywki carskich żołnierzy
z pobliskich koszar.

Do 1794 roku tam, gdzie był park, istniała Praga, której król Władysław IV w 1648 roku
nadał prawa miejskie. To gęsto zabudowane miasto z centralną ulicą Ratuszową, połączone
z Warszawą drewnianym mostem, zostało do niej przyłączone w 1791 roku. Zaledwie
trzy lata później ta stara Praga przestała istnieć. W czasie insurekcji kościuszkowskiej
domy zniszczono, a siepacze carskiego generała Aleksandra Suworowa dokonali rzezi ludności. Stosy trupów zalegały ulice. Zbrodnię upamiętnia metalowy krzyż na rogu Alei Solidarności (dawnej Aleksandrowskiej) i Jagiellońskiej.

Ocalałe budynki — w tym okazały kościół świętego Andrzeja — zburzono w czasie robót
fortyfikacyjnych na rozkaz Napoleona. Po tamtej starej Pradze pozostała jedynie kaplica
Matki Boskiej Loretańskiej z XVI-wieczną rzeźbą Madonny z Dzieciątkiem, pochodząca
ze starego kościoła na Kamionku.

Przez lata nad Aleksandrowską górowały kopuły Cerkwi Marii Magdaleny wybudowanej
w 1869 roku na miejscu, w którym stał dawniej kościół świętego Andrzeja. Na przełomie
XIX i XX wieku znalazły się one w cieniu dwóch strzelistych siedemdziesięciometrowych
wież kościoła świętego Floriana Męczennika i świętego Michała Archanioła. Były świadectwem, że pozostająca pod rosyjskim zaborem Warszawa jest miastem polskim.

Walkę o polskość toczył między innymi Stefan Okrzeja, kolega szkolny Henryka Monarskiego
(Mondszajna). 26 marca 1905 roku Okrzeja wziął udział w zamachu na komisariat policji (cyrkuł). Niespełna cztery miesiące później dziewiętnastoletni buntownik został stracony na stokach Cytadeli.


Ulica Jagiellońska. Krzyż upamiętniający ofiary rzezi Pragi.

Ulica Jagiellońska. Krzyż upamiętniający ofiary rzezi Pragi.


Ulica Okrzei na Pradze dawniej nazywała się Brukowa. W 1885 roku otwarto na niej Gimnazjum Praskie, które w 1907 roku przeniesiono do nowego gmachu na rogu Aleksandrowskiej i Petersburskiej. Działa w tym miejscu do dziś jako Liceum Ogólnokształcące Władysława IV. W praskim gimnazjum język polski był przedmiotem nieobowiązkowym. W szkole nie uczono historii Polski. Uczniów karano za mówienie — także na przerwach — po polsku. Mimo to nie ulegli rusyfikacji, zawiązując tajną organizację oświatową, obrzucając w czasie strajku szkolnego w 1905 roku  portret cara Mikołaja II popiołem. To gimnazjum — jeszcze na Brukowej — skończył Konstanty Brandel. Artysta, który prawie siedemdziesiąt lat życia spędził za granicą, zawsze podkreślał swój polski rodowód i przywiązanie do polskości. Swojej wrogości do caratu Konstanty Brandel nie przenosił na Rosjan. Jeszcze pod koniec życia dobrze wspominał Rosjanina, który uczył go rysować. Podobna postawa przebija ze wspomnień Stefana Twardowskiego: wrogość wobec rusyfikacji nie przekładała się

Jednym z fundatorów nowego gmachu gimnazjum przy Aleksandrowskiej był Julian Różycki. Nazwisko tego filantropa, farmaceuty i przedsiębiorcy kojarzy się dziś głównie z bazarem założonym w 1901 roku między Targową, Ząbkowską i Brzeską. Teren obecnej Pragi był od dawna liczącym się ośrodkiem handlu, o czym świadczą nazwy: Targówek i Targowa. Do rozwoju Pragi przyczynił się Szmul Jakubowicz Sonnenberg, zwany Zbytkowerem — nadworny bankier Stanisława Augusta Poniatowskiego. Król wydzierżawił mu na czterdzieści lat folwark Bojnówek. Szmul Zbytkower przejął i rozwinął na Pradze handel bydłem pędzonym z Podola, Rusi, Wołynia, a nawet wschodniej Ukrainy. Królewski bankier uruchomił rzeźnię, magazyny rzeźnicze, garbarnię, tartak, młyn i dwie gorzelnie. W czasie rzezi Pragi Szmul Zbytkower udzielił schronienia wielu mieszczanom praskim, wykupił dzieci z rąk kozaków, ratując im życie. Tę postać uwieczniła nazwa rejonu Pragi —Szmulowizna.


Pierwszym po tragedii z 1794 roku impulsem do przemysłowego rozwoju Pragi była budowa
bitej drogi warszawsko-brzeskiej. Jednak wkrótce po oddaniu jej do użytku wybuchło powstanie listopadowe. Jedna z najbardziej krwawych bitew rozegrała się w okolicach Pragi
— pod Olszynką Grochowską. O rozwoju przemysłowym Pragi, na której jeszcze w 1882 roku mieszkało zaledwie szesnaście tysięcy mieszkańców, przesądziła dopiero budowa trzech linii kolejowych. Praga stała się najważniejszym węzłem kolejowym w Królestwie Polskim.


Rosyjskojęzyczna wkładka katalogowa oferująca pompy do odwadniania okopów produkowane w fabryce przy Aleksandrowskiej.

Rosyjskojęzyczna wkładka katalogowa oferująca pompy do odwadniania okopów produkowane w fabryce przy Aleksandrowskiej.


Szybki rozwój kolei w Imperium Rosyjskim spowodował gwałtowny wzrost popytu na szyny. W gronie kilku przedsiębiorstw, którym w 1877 roku rosyjski rząd zlecił dostawę szyn, znalazło się Towarzystwo Przemysłowe Zakładów Mechanicznych Lilpop, Rau i Loewenstein Spółka Akcyjna oraz Starachowickie Towarzystwo Urządzeń Górniczych, późniejszy dostawca odlewów staliwnych dla Zakładów Mechanicznych inż. Stefan Twardowski.

Obie firmy porozumiały się w sprawie budowy największej w Królestwie Polskim stalowni — Warszawskiej Fabryki Stali (pozostała po niej nazwa praskiej ulicy — Stalowa). Stalownię uruchomiono w 1879 roku. Trzy lata później zatrudniała już prawie 1300 robotników i produkowała przeszło jedną piątą wszystkich szyn w Imperium Rosyjskim. Właściciele Warszawskiej Fabryki Stali wykupili wraz z Towarzystwem Briańskim większość akcji Towarzystwa Putiłowskiego w Petersburgu i stali się potentatem wśród producentów szyn. To zaniepokoiło właścicieli innych stalowni w Rosji, którzy zażądali podjęcia przez władze carskie działań protekcjonistycznych. Po podniesieniu ceł dla Warszawskiej Fabryki Stali poziom jej zysków gwałtownie spadł. Właściciele podjęli decyzję o przeniesieniu produkcji na wschód. Zbudowali nową hutę w miejscowości Kamienskoje. Do niej trafiło wyposażenie i wielu pracowników z warszawskiej stalowni, którzy tworzyli wielki ośrodek przemysłu stalowego w obecnym Dnieprodzierżyńsku.

Sąsiedztwo szerokiej magistrali kolejowej sprawiło, że na Pradze rozwinęła się między
innymi produkcja i zaplecze magazynowe dla carskiej armii. Zbudowana w końcu XIX wieku
na terenie dawnego folwarku Bojnówek Wytwórnia Spirytusu (do niedawna funkcjonowała
tu Warszawska Wytwórnia Wódek „Koneser”), w której bezpośrednio przed wejściem do spółki Brandla i Witoszyńskiego pracował inż. Stefan Twardowski, zaopatrywała carskich żołnierzy w alkohol. Na Pradze produkowano i magazynowano żywność i elementy umundurowania dla armii. Fabryka Brandla i Witoszyńskiego dostarczała jej pomp
do wypompowywania wody z okopów.

W 1913 roku Praga liczyła już przeszło dziewięćdziesiąt tysięcy mieszkańców — wśród nich 7800 robotników pracujących w miejscowych zakładach. Podobnie jak w całej Warszawie, na Pradze dominował przemysł metalowy, do którego zaliczała się także fabryka pomp Brandla i Witoszyńskiego. Położona przy reprezentacyjnej ulicy Pragi fabryka Brandla i Witoszyńskiego miała niezwykle dogodne połączenia komunikacyjne. Można było do niej dojechać nie tylko tramwajem, ale także Jabłonowską Koleją Wąskotorową, łączącą w latach swej największej świetności Karczew z Jabłonną. Główna stacja kolejki — Warszawa Most — znajdowała się na przyczółku Mostu Aleksandrowskiego. Trasa Kolei Jabłonowskiej przebiegała między innymi przez ulicę Grochowską — korzystali z niej później pracownicy dojeżdżający do fabryki Twardowskiego. W sierpniu 1944 roku do wagonu Kolei Jabłonowskiej hitlerowcy wsadzili głównego konstruktora Zakładów Mechanicznych inż. Stefan Twardowski Szczepana Łazarkiewicza i jego jedynego syna Andrzeja Łazarkiewicza. Krótka podróż wąskotorówką była początkiem ich długiej drogi na roboty do Niemiec. W pierwszych miesiącach 1915 roku władze carskie zarządziły przymusową ewakuację zakładów metalowych z terenu Królestwa Polskiego. Polskie fabryki miały być podporządkowane potrzebom militarnym. Wywieziono park maszynowy i specjalistów (ówczesny pracownik fabryki Bormanna Szczepan Łazarkiewicz wraz z częścią załogi trafił do Moskwy). Wycofujące się z Warszawy, po stu latach panowania, rosyjskie wojska spaliły Dworzec Petersburski i wysadziły środkowe przęsła Mostu Aleksandrowskiego.


Stefan Twardowski, twórca nowoczesnej fabryki pomp przemysłowych.

Stefan Twardowski, twórca nowoczesnej fabryki pomp przemysłowych.


Fabryka Brandla i Witoszyńskiego, niewielka i skromnie wyposażona, uniknęła przymusowej ewakuacji. Dotknęła ją za to stagnacja gospodarcza. W 1915 roku zakład zamknięto, lecz robotnicy nadal otrzymywali od właścicieli wynagrodzenie. Ich zachowanie było tak dalece nietypowe, że przypominano je jeszcze po wielu latach.

1 maja 1915 roku pracownikiem Brandla i Witoszyńskiego  został Stefan Twardowski, ich dawny kolega z biura konstrukcyjnego Bormanna. Twardowski pomógł w ponownym uruchomieniu fabryki. W 1917 roku, gdy zatrudnienie w warszawskich fabrykach— w porównaniu z okresem przedwojennym— spadło o trzy czwarte, na pierwszej stronie pisma „Przegląd Techniczny” ukazywała się duża reklama pomp z fabryki Brandla i Witoszyńskiego.

Mimo wojny dokonywano modernizacji programu produkcyjnego, opierając go na nowoczesnych pompach wirowych. Stefan Twardowski odznaczał się niezwykle silnym charakterem. Jego ojciec pochodził ze zubożałej szlachty, która w związku z rozwojem kapitalizmu utraciła dawne znaczenie i przywileje. Stanisław Twardowski nie miał wykształcenia. Musiał ciężko pracować fizycznie (prawdopodobnie był kowalem w warsztatach kolejowych), by utrzymać liczną rodzinę: żonę i dziewięcioro dzieci. Stefan Twardowski do wszystkiego w życiu doszedł własną pracą. Na swoją naukę w Szkole Technicznej Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej zarabiał korepetycjami, a na studia we Francji — pracą u Bormanna. Za odszkodowanie, jakie otrzymał po zamknięciu Wytwórni Spirytusu przy Ząbkowskiej, nabył część akcji spółki Brandla i Witoszyńskiego.

Przystępując do spółki, Stefan Twardowski miał 41 lat, a na utrzymaniu żonę, jej dwie
niezamężne siostry i trójkę dzieci w wieku od pięciu do dwunastu lat. Mimo to zaryzykował,
lokując wszystkie środki finansowe w firmie, choć nikt nie mógł przewidzieć, kiedy zakończy
się wojna i jakie będą jej skutki dla Polski. To ryzyko opłaciło się. Decyzja o wykupieniu
udziałów w spółce okazała się najważniejszą w życiu Stefana Twardowskiego.

W marcu 1917 roku — na kilka miesięcy przed nieoczekiwaną śmiercią Wacława Brandla
— Twardowski kupił działkę o powierzchni prawie czterech tysięcy metrów kwadratowych
między ulicami Grochowską a Kamionkowską. Po śmierci Brandla i wycofaniu się ze spółki Czesława Witoszyńskiego przejął kontrolę nad firmą. Zbudował nową halę fabryczną
na działce przy Grochowskiej i przeniósł do niej produkcję z Aleksandrowskiej.

Rozpoczął się drugi rozdział w historii fabryki.